Thursday, October 11, 2007
Szklane oko
Ide ulica i sie rozgladam. Juz po tym mnie mozna poznac chociazby, bo nikt inny sie nigdzie nie patrzy. Londynczyk ma juz te place, plakaty i szyldy wypatrzone, wytarte spojrzeniem, wyheblowane galkami ocznymi. Pewnie mu sie juz te napisy czarno-biale wydaja. Londynczyk patrzy przed siebie prosto i sztywno. Stoje na przeciwko takiego Londynczyka i juz mi sie wydaje, ze on to na mnie patrzy, bo wzroku nie odwaraca. To ja juz sie szykuje w srodku, w srodku sie spinam, ze gadula jakas bedzie, oko przysposabiam do oka tego puszczenia a tutaj... swiatlo sie zielone zapala i sie okazuje, ze Londynczyk to nie na mnie patrzyl a 3 centymetry na lewo ode mnie na jakis wyimaginowany punkt w przestrzeyni, jakas kurzu drobine co pewnie mi kolo glowy latala albo w ogole sie na nic nie patrzyl tylko ma tak juz na stale - wzrok wbity w przestrzen 10 metrow przed soba. Oko szklane, nieruchome. Moze od tego heblowania nieruchome. A Do mnie wszystko krzyczy. Sklep, bank, kwiaciarnia. Wszystko inne, wszystko nowe, wszystko nieznane. Inna planeta.
Potok
Potok.No. Na maksa sie jakos przyzwyczaic nie moge. Tyle tych ludzi. Tyle! Kurwa mac tyle, ze sie w pale nie mieszcza. W niczym sie nie mieszcza w ogole. Wyglada jakby nie miescili sie w domach, w living roomach, przepelniaja sypialnie, metro przepelniaja, wysypuja sie z autobusow i taksowek i plyna, plyna. sciek ludzki przeplywa po ulicach. Sciek pachnacy, wyprasowany, sciek uporzadkowany z powazna, profesjonalna mina na twarzy. Sciek zogranizowany.Siedza dookola mnie, kazdy patrzy na swoj monitor. Kazdy podlaczony do dzwieku i obrazu swojego i nic go dookola nie obchodzi. Kazdy z programem w mozgu wyrytym, efektywny i sprezony. Zaprogramowany i uruchomiony. Sen 8 godzin, praca 8 godzin, dojazd 2 godziny, rozrywka 2 godziny, jedzenie i telewizor 4 godziny. Plan pracy, plan wydatkow, plan zycia. Tak to widzi z boku polakoirolzbuszu.
Hipotetycznie.
Mysle jednak, zeby tego mojego Holendra troche jednak naciac. Ze wschodu mi wiatr powial, dziennik telewizyjny se obejrzalem w moim leju i ta fantazja ulanska mi sie wlaczyla. Pomieszkam ci ja z nim troszke, ale potem to sie gdzie indziej przeprowadze. Kogos innego mu zalatwie do tego wypasu a sam sie zdegraduje troszke. Moze niekoniecznie do leja, ale do bedsitu jakiegos? Moze...Tak sobie mysle po tym jak to otworzylem czarny notesik a w nim za i przeciw, wplywy i wyplywy pieniezne. No i mi wyszlo, ze z moim mega-wypasem to se moge pojsc na piwo raz w miesiacu ale tylko wtedy jak sobie kielbasy nie kupie w jednym z miesiaca tygodniu. Przesadzam rzecz jasna, bo lubie, ale sytuacja jest wrecz groteskowa: zarabiam tyle w miesiac co nauczycielka w polsce przez rok a stac mnie na niewiele wiecej. A taka nauczycielka to sobie moze pomyslec na przyklad o dzieciach, o mezu i rodzinie a ja to sie moge w dupe w tej gestii pocalowac i to bez przyjemnosci zadnej, bo w finansowej pale mi sie taka sytuacja tutaj nie miesci. To wszystko majac fach dobry, place godziwa i bialy kolnierzyk na szyi. Taka hipotetyczna zupelnie nauczycielka ma prosze panstwa rowniez hipotetyczna matke dwa bloki obok i moze sie najesc hipotetycznego rosolu w hipotetyczna niedziele z ta matka swoja. A jej siostra to jest po farmacji i ja nawet do kina wezmie od czasu do czasu. I se pogadaja. Nie przez telefon tylko z herrrrrbata w dloni. A ja nie. Ja musze przez telefon i drogo. Ale nie wroce jeszcze. Jeszcze posiedze i odbebnie. Doslownie.
Holender
Ach w Londynie, prosze Panstwa to jest fantastycznie. Jak juz sie ogarnie sprawe mieszkaniowa, jak juz sie buty wysuszy i telefon od londynskiego deszczu przyslowiowego to juz jest bonanza. A szczegolnie bonanza jest jak sie zlapie za piete holendra.Zlapalem Ci ja holendra co to zarabia bajonskie sumy programujac fabryki, biura i organizacje typu wszelkiego. Holender wlasciwie, taka mnie teraz mysl naszla, jest najlepszym mozliwym kompromisem cech ludzkich. No bo to taki niemiec, ale nie do konca niemiecki, luz lekko wlaczony, ale tam w zakamarku swiadomosci zawsze ta niemiecka porzadnosc. Nawet jezyk niemiecki, ale taki egzotyczniejszy jakby. Francuz to wiadomo - fleja, wino by zlopal i robil pfff! co chwile ustami i tylko by siedzial, w dal patrzyl, fajke palil skrecona i pierdolil. Hiszpan czy Portugalczyk to te czarne kudly wszedzie za soba zostawiaja. Sprzatac trzeba. Australijczyk ma w dupie. Angoli to nie znam - ale jak poznam to nie omieszkam, Iroli pomine chwilowo z racji mego do nich bardzo osobistego stosunku. Polakowi to sie juz wschodnia fantazja wlacza czasami co jest zupelnie niewskazane w sytuacjach mieszkaniowych i koniecznosci niewykradania sobie produktow zywnosciowych na przyklad lub plynu do naczyn. O wlaczaniu sie "niesmiertelnosci", "szwarcenegera" czy "ichujmizrobia" po poloweczce nie wspomne. No wiec holendra zlapalem. Holender w swoim holenderskim miescie jezdzi Lotusem na holenderskich tablicach. Rodzina dziana. Sam dziany. Bedzie placil wiekszosc za mieszkanie a mieszkal w mniejszosci. Taki jest ten Holender. Blogoslawiony niech bedzie narod Holenderski!
Wednesday, October 10, 2007
Londyn
Wyladowalem.
Podbieglem do pierwszej wyrwy w ziemi, do pierwszego leja, ktory znajomo wygladal i przycupnalem. Bylem smiertelnie zmeczony, szczescie ze transporter wyrzucil mnie daleko na ladzie - ostrzal byl slaby i nie musialem sie babrac w morzu.
Na noc przycupnalem, przykrylem sie wojskowa kurtka, spodni nie sciagalem ani onuc, bo zimno. Obok mnie ktos spal. Z wojsk naszych, ale z innej armii. Irek w stopniu kaprala, ale on przycupnal juz jakis rok temu. Lub potora. "poltorej" oni mowia. On ma zdaje sie pomysl, zeby w leju zostac, ale kto go tam wie. Rozkazow nie dostaje nowych. Ja jestem w polozeniu duzo lepszym, bo rozkazy mam co chwile nowe. Mam sie rozwinac w ataku bardzo mocno, mam do kwietnia wroga osaczyc wlasciwie. Samojeden.
Lej ma adres w zachodnim Londynie. W leju mieszka 19 osob in total. Za tydzien w leju placi sie 57 funtow i mozna sobie w leju ugotowac i wykapac sie. Polskie programy w telewizorze i internet tez jest. To wlasciwie jest terytorium polskie, wydzielone od wroga zasieka z dwoma zamkami.
Tymczasem zmorzyl mnie sen kamienny, walka sie miala zaczac dnia nastepnego.
Podbieglem do pierwszej wyrwy w ziemi, do pierwszego leja, ktory znajomo wygladal i przycupnalem. Bylem smiertelnie zmeczony, szczescie ze transporter wyrzucil mnie daleko na ladzie - ostrzal byl slaby i nie musialem sie babrac w morzu.
Na noc przycupnalem, przykrylem sie wojskowa kurtka, spodni nie sciagalem ani onuc, bo zimno. Obok mnie ktos spal. Z wojsk naszych, ale z innej armii. Irek w stopniu kaprala, ale on przycupnal juz jakis rok temu. Lub potora. "poltorej" oni mowia. On ma zdaje sie pomysl, zeby w leju zostac, ale kto go tam wie. Rozkazow nie dostaje nowych. Ja jestem w polozeniu duzo lepszym, bo rozkazy mam co chwile nowe. Mam sie rozwinac w ataku bardzo mocno, mam do kwietnia wroga osaczyc wlasciwie. Samojeden.
Lej ma adres w zachodnim Londynie. W leju mieszka 19 osob in total. Za tydzien w leju placi sie 57 funtow i mozna sobie w leju ugotowac i wykapac sie. Polskie programy w telewizorze i internet tez jest. To wlasciwie jest terytorium polskie, wydzielone od wroga zasieka z dwoma zamkami.
Tymczasem zmorzyl mnie sen kamienny, walka sie miala zaczac dnia nastepnego.
Subscribe to:
Posts (Atom)