Wyladowalem.
Podbieglem do pierwszej wyrwy w ziemi, do pierwszego leja, ktory znajomo wygladal i przycupnalem. Bylem smiertelnie zmeczony, szczescie ze transporter wyrzucil mnie daleko na ladzie - ostrzal byl slaby i nie musialem sie babrac w morzu.
Na noc przycupnalem, przykrylem sie wojskowa kurtka, spodni nie sciagalem ani onuc, bo zimno. Obok mnie ktos spal. Z wojsk naszych, ale z innej armii. Irek w stopniu kaprala, ale on przycupnal juz jakis rok temu. Lub potora. "poltorej" oni mowia. On ma zdaje sie pomysl, zeby w leju zostac, ale kto go tam wie. Rozkazow nie dostaje nowych. Ja jestem w polozeniu duzo lepszym, bo rozkazy mam co chwile nowe. Mam sie rozwinac w ataku bardzo mocno, mam do kwietnia wroga osaczyc wlasciwie. Samojeden.
Lej ma adres w zachodnim Londynie. W leju mieszka 19 osob in total. Za tydzien w leju placi sie 57 funtow i mozna sobie w leju ugotowac i wykapac sie. Polskie programy w telewizorze i internet tez jest. To wlasciwie jest terytorium polskie, wydzielone od wroga zasieka z dwoma zamkami.
Tymczasem zmorzyl mnie sen kamienny, walka sie miala zaczac dnia nastepnego.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment