Thursday, December 13, 2007

ostry dyzur

W poczekalni A&E szpitala Charing Cross niedlugo dostane przydzielone miejsce z wygrawerowana tabliczka. Na tabliczce bedzie moje imie i nazwisko wraz z poprawna wymowa dla anglojezycznych w kwadratowym nawiasie.

Szczerze mowiac, tego sie wlasnie spodziewam, bo spedzam tam ostatnio pol zycia.

Pewnego dnia na przyklad budze sie i nieopatrznie spogladam w lustro. I juz jakas czesc mojego umyslu rejestruje ze cos jest nie tak. Patrze jeszcze raz i nabieram pewnosci. Ktos mnie w nocy podmienil. To nie jestem ja - przynajmniej twarz nie moja.
Otoz zamiast mnie patrze na dzikiego zwierza z cienkimi szparkami zamiast oczu, z ustami, ktore bardziej przypominaja ksztaltem i wielkoscia swinski ryj... wlosy mi i temu tam z lustra rosna mniej wiecej w tym samym miejscu. Tyle podobienstw.

No to co sie bede namyslal dlugo: Charing Cross Hospital! tylko zeby mi uwierzyli ze on z lustra i ja z paszportu to ta sama osoba.

Saturday, December 1, 2007

sluzba zdrowia

No i co.
Chory kurwa jestem. Pierwszy raz od nie wiem kiedy- karbke sobie chyba postawie jakas na czyms, zeby ta cudowna date zapamietac. Bylem dzisiaj w szpitalu, ktory mnie zaskoczyl pozytywnie, bo sie spodziewalem obryzganej krwia rzezni jak z wroclawia. Jak z ostrego dyzuru na Traugutta, gdzie mojemu koledze w pierwszej klasie tak fajnie zlozyli noge ze jak go widzialem na maturze to dalej byl w gipise.
A tu przyjmuje mnie pani najpierw jedna - mila - zatroskana - po co pan tu przyszedl wlasciwie... Takie pytanie mi zadala! To ja sobie pomyslalem ze moze jej powiem, ze ksiazke oddac, albo gdzie sa tutaj mrozonki? To by mnie wtedy przynajmniej na wozeczek wzieli i przypieli paskiem. No ale tak to mowie w tych wszystkich filmach co ze soba rezyseruje w wolnych chwilach a zycie swoje. Jak sie pan nazywa? No i tlumacz jej. Tak. Tak wlasnie. Mrzrwzrw.... hehe. Bardzo smieszne. To pan poczeka na lekaza.
Australijska pielegniarka plci meskiej w niebieskim kitlu wsadzila mi termometr pod jezyk, cisnienie mi zmierzyla i mrugnela okiem i bylem juz z kloszardem jakims o nagich stopach na jednej lawce w oczekiwaniu na postac glowna tego wieczoru: lekarza.
No i jest! przyjmuje mnie! gej, wypachniony, wyfiokowany, w humorze doskonalym mimo godziny poznej i sobotniej, w okularkach CK i w sweterku rozowym czy co tam teraz jest na topie - juz nie wiem - bez, no i sie usmiecha i zagaduje i chyba mu sie podobalem w goralskim swetrze i nieogolony od tygodnia i walacy czosnkiem (za ktory przeprosilem).
Przepisal mi antybiotyk, antybiotyk nabylem, wszedzie wozil mnie niby-taksowkarz, bo nieoznakowany i w ogole taki ciemny w ciemnym samochodzie, mrukowaty taki. Pewnie namierzali z kolegami gang dealerow i on ten kurs wzial tak dla zabawy, bo juz mu sie stac nie chcialo na parkingu.. Skasowal mnie za twarz potem, bo najpierw sie obrocil, popatrzyl na mnie dlugo i wnikliwie i zaordynowal jak troskliwy (kurde!) lekarz wlasnie: 16 funtow. No to co ja sie bede z panem doktorem spieral. Gdzie tu klameczka? aha. Dziekuje. Dobrej nocy.

I tyle bylo tych moich przygod sobotnionocnych. Goraczka sobotniej nocy. No jak ulal!
Dodam ze nic z tego nie mialoby miejsca gdyby nie fakt ze na wizyte u lekarza nie czekalo sie tutaj tydzien. Powiem szczerze, ze nie wiem jak jest w polsce ale w tydzien to mozna przeciez pasc!
...i tym optymistycznym akcentem...