Thursday, October 11, 2007
Szklane oko
Ide ulica i sie rozgladam. Juz po tym mnie mozna poznac chociazby, bo nikt inny sie nigdzie nie patrzy. Londynczyk ma juz te place, plakaty i szyldy wypatrzone, wytarte spojrzeniem, wyheblowane galkami ocznymi. Pewnie mu sie juz te napisy czarno-biale wydaja. Londynczyk patrzy przed siebie prosto i sztywno. Stoje na przeciwko takiego Londynczyka i juz mi sie wydaje, ze on to na mnie patrzy, bo wzroku nie odwaraca. To ja juz sie szykuje w srodku, w srodku sie spinam, ze gadula jakas bedzie, oko przysposabiam do oka tego puszczenia a tutaj... swiatlo sie zielone zapala i sie okazuje, ze Londynczyk to nie na mnie patrzyl a 3 centymetry na lewo ode mnie na jakis wyimaginowany punkt w przestrzeyni, jakas kurzu drobine co pewnie mi kolo glowy latala albo w ogole sie na nic nie patrzyl tylko ma tak juz na stale - wzrok wbity w przestrzen 10 metrow przed soba. Oko szklane, nieruchome. Moze od tego heblowania nieruchome. A Do mnie wszystko krzyczy. Sklep, bank, kwiaciarnia. Wszystko inne, wszystko nowe, wszystko nieznane. Inna planeta.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
2 comments:
no troche jedziesz ta barbara radziwillowna jednak:) ale ze dwa posty wczesniej przy hiszpanie co po nim trzeba kudly sprzatac poplakalam sie ze smiechu, wiec jedz dalej drogie dziecko:)
czemu na blogasku nic sie nie dzieje? ;P Moze by szanowny Autor pomyslal o tych tabunach niewiast laknacych nowych wiadomosci od Autora...
Post a Comment