W sobote mialem kaca filozoficznego polaczonego z katharsis poimprezowym. Alkohol wyciagnal ze mnie bestie. Mniejsza o szczegoly, w kazdym razie 3/4 znajomych nie odzywa sie juz do mnie, reszta wita mnie usmieszkiem politowania, szturchajac sie i smiejac z czegos ale nigdy nie udaje mi sie zrozumiec z czego.
Uwielbiam kace a filozoficzne kace to juz jest mega-rarytas. Ten niespodziewany pustostan w glowie i nastepujaca po nim gonitwe nieuzywanych mysli. Caly myslowy balast ulatnia sie i wszystko jest swierze, czyste i pachnace. Nagle sa jakies pomysly, nagle sie chce swiat zmieniac.
W sobote kontestowalem glownie obrzydliwa, kapitlistyczna kulture zachodnia i to dlaczego amerykanskim wzorem wszyscy zakochalismy sie w opakowaniach, neonach i lukrze na wierzchu.
Nic nie wymyslilem konstruktywnego, poza tym ze sie wypisuje. I tak moj szpanerski motor pordzewial lekko;)
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment