Wednesday, September 19, 2007

irlandia

nigdy w zyciu nie wyobrazalem sobie, ze bukowanie biletu w jedna strone z Shannon da mi tyle szczescia.
A pokico Katiusza nad piwem przy leicester square wydobyla z siebie taka oto forme literacka w temacie irlandia:

W Dublinie bylo tak nudno,
ze az sobie piercing w nosie zrobilam.

Przypomina mi to krotki utwor Iwonki mieszkajacej chwilowo w kaliforni:

Moi sasiedzi sa tak glosni,
ze jak ogladaja film to mam ochote na popcorn.

Tyle.

Saturday, September 15, 2007

kosiarka

poszlo w gazecie ogloszenie w ramce, ze kosiarka* jest do sprzedania. Na ramke sie wykosztowalem trzy euro, ale przysiegam warto bylo! Takiego ubawu nie bylo przez czas jakis.
Dzwoni Majkel.
Ze kosiarka go interesuje i czy moze zobaczyc.
-Alez oczywiscie, odpowiadam entuzjastycznie. To teraz?
-To teraz.
Umowilismy sie. Majkel przyjechal. Obejrzal, obwachal, obmacal, bardzo przy tym byl podniecony, mowil duzo ale troche bez sensu. No i jakis taki branzowy** mi sie wydawal. Ale to akurat inny temat.
-To ja jutro przyjade z moim nadwornym mechanikiem - mowi - on sobie go obejrzy i biore, panie, biore! bo mi sie podoba strasznie.
Tutaj chce mu mowic czesc, ale widze, ze Majkel cos ma jeszcze na watrobie. Zamyslil sie, reka w kieszeni grzebie i widac ze cos strasznie waznego musi powiedziec.
-Czy moge zrobic cos glupiego? pyta w koncu.
Nie czekajac na odpowiedz wyciaga z kieszeni taka tasme co nia na budowach cegly mierza i przyklada do kierownicy.
-Bo ja musze wiedziec czy mi przez drzwi wejdzie.
Ano.. jak tak.. mysle.. mierz se pan. Myslac ze to o kanciape jakiejs podworkowej. Od razu przypomina mi sie jak kiedys sam kosiarka probowalem do kanciapy takiej wjechac ale mi nie wyszlo z uwagi na ta przydlugawa kierownice wlasnie.
Zmierzyl, pozegnal sie i pojechal.
Nastepnego dnia rano dzwoni, ze mechanika co prawda nie ma, ale przyjedzie i tak, bo mu sie podoba, bo mi wierzy, bo mi w ogole dobrze z oczu patrzy i ze go nie uszukam i on ten motor kupi.
Super.
Majkel przyjezdza. Pieniadze sa, papiery sa. Tylko zebym z nim pojechal do niego, bo on w zyciu nie na motorze nie jechal i zebym mu przez te drzwi wjechal i on juz bedzie happy.
Luz. Jedziemy.
Przejechalismy przez miasto. Stajemy pod kamienica. Kamienica normalnie. Juz mi sie brew marszczy. Gdzie te drzwi? gdzie ten garaz?
NO.
To przez te drzwi trzeba przejechac - pokazuje palcem wskazujacym, wskazujacym na drzwi frontowe.
Strasznie mam ochote zgiac sie w pol, polozyc i rehotac walac piescia w asfalt ale nie trace rezonu. Freak, mysle, mozna sie bedzie przejechac po domu motorem za free. Czegos takiego nie grali.

Prog jest jednak wysoki, potrzebna jest deseczka.
Majkel idzie po deseczke.
Z jedna deseczka jest dalej za wysoko, potrzebna jest druga deseczka.
Drugiej deseczki Majkelowi nie udaje sie znalezc i chyba ten fakt wraca mu chwilowo czynnosc mozgu.
-Kurde. Nie zmiesci sie.
-Nie chcesz miec motoru w kuchni? Pytam z niedowierzaniem.
Ladnieby wygladal zamiast stolu. Moznaby na nim sciereczke powiesic..
-Kurde, nie zmiesci sie.
-Majkel, znajdz mi deseczke, to Ci wjade.
-Nie, sorry, chyba go nie kupie. Przeciez sie nie zmiesci.
-Majkel, prosze Cie. Odpuszczasz taki zajebisty motor tylko dlatego, ze Ci sie nie miesci w korytarzu?
-No odpuszczam. Przykro mi.

Nie wiem czy bardziej bylem tym wszystkim wkurwiony czy rozbawiony w koncu.
W kazdym razie ramka wokol ogloszenia sie zwrocila z nawiazka.

*-yamaha dragstar 650 z oberznietymi rurami i innymi chromowanymi gadzetami
**- branza homoseksualna.

Thursday, September 6, 2007

wieje!

wyprowadzam sie z irlandii!

Pieknie jest!
Od pierwszego dnia, dosc dokladnie 5 lat temu zyje z mysla: kiedy to sie wreszcie skonczy? Niestety dostalem od matki (natury), przekorny charakter. Przekorny do tego stopnia, ze ustawia sie na anty nawet do odbicia w lustrze. Jedna strona glowy mysle: trzeba stad wiac - druga mowi: trzeba tu zostac i zobaczyc co bedzie, moze to ma jakis glebszy sens, ktorego nie rozumiem. Po pieciu latach z przekonaniem stwierdzam: Lewa strona miala racje, siedzenie tutaj nie ma glebszego sensu, prawa strona zanim cos odpowie dostanie z liscia od teraz.

Irandia ma gleboki sens dla ludzi zmeczonych zyciem, pasjonatow deszczu i posiadaczy jasnej karnacji skory. Ja mam trzydziesci lat, uwielbiam upal i wygladam jak mieszanina wlocha, hiszpana i zmarokowialego francuza.

Pamietam jak dzis moment, w ktorym wielka gruba lapa moj przyszly szef pokazywal mi gdzie jade. Mapa wisiala w baraku kolo kupy wegla w Polsce poludniowej, szef ze swoja rozdeta twarza, zaczeska wygladal jak jeden z krasnoludkow od spiacej krolewny (maruda) i nie polubilismy sie od pierwszego wejrzenia.
potrzebowal jakis 2 minut zeby to zadupie znalezc!
Myslalem sobie wtedy "mam powaznie przejebane" i "trzeba bedzie jakos szybko skoczyc w lewo" i wtedy wlasnie prawa strona wpieprzyla sie w trzezwy tok myslenia ze swoimi debilnymi postulatami.

Irlandia nauczyla mnie dystansu do wszystkiego i za to ja kocham. Nauczyla mnie tez czesto mowic "fok" w roznych tego slowa odmianach.

Jade do Londynu. Oduczam sie mowic "fok", od jutra wszystko traktuje ze smiertelna powaga.