poszlo w gazecie ogloszenie w ramce, ze kosiarka* jest do sprzedania. Na ramke sie wykosztowalem trzy euro, ale przysiegam warto bylo! Takiego ubawu nie bylo przez czas jakis.
Dzwoni Majkel.
Ze kosiarka go interesuje i czy moze zobaczyc.
-Alez oczywiscie, odpowiadam entuzjastycznie. To teraz?
-To teraz.
Umowilismy sie. Majkel przyjechal. Obejrzal, obwachal, obmacal, bardzo przy tym byl podniecony, mowil duzo ale troche bez sensu. No i jakis taki branzowy** mi sie wydawal. Ale to akurat inny temat.
-To ja jutro przyjade z moim nadwornym mechanikiem - mowi - on sobie go obejrzy i biore, panie, biore! bo mi sie podoba strasznie.
Tutaj chce mu mowic czesc, ale widze, ze Majkel cos ma jeszcze na watrobie. Zamyslil sie, reka w kieszeni grzebie i widac ze cos strasznie waznego musi powiedziec.
-Czy moge zrobic cos glupiego? pyta w koncu.
Nie czekajac na odpowiedz wyciaga z kieszeni taka tasme co nia na budowach cegly mierza i przyklada do kierownicy.
-Bo ja musze wiedziec czy mi przez drzwi wejdzie.
Ano.. jak tak.. mysle.. mierz se pan. Myslac ze to o kanciape jakiejs podworkowej. Od razu przypomina mi sie jak kiedys sam kosiarka probowalem do kanciapy takiej wjechac ale mi nie wyszlo z uwagi na ta przydlugawa kierownice wlasnie.
Zmierzyl, pozegnal sie i pojechal.
Nastepnego dnia rano dzwoni, ze mechanika co prawda nie ma, ale przyjedzie i tak, bo mu sie podoba, bo mi wierzy, bo mi w ogole dobrze z oczu patrzy i ze go nie uszukam i on ten motor kupi.
Super.
Majkel przyjezdza. Pieniadze sa, papiery sa. Tylko zebym z nim pojechal do niego, bo on w zyciu nie na motorze nie jechal i zebym mu przez te drzwi wjechal i on juz bedzie happy.
Luz. Jedziemy.
Przejechalismy przez miasto. Stajemy pod kamienica. Kamienica normalnie. Juz mi sie brew marszczy. Gdzie te drzwi? gdzie ten garaz?
NO.
To przez te drzwi trzeba przejechac - pokazuje palcem wskazujacym, wskazujacym na drzwi frontowe.
Strasznie mam ochote zgiac sie w pol, polozyc i rehotac walac piescia w asfalt ale nie trace rezonu. Freak, mysle, mozna sie bedzie przejechac po domu motorem za free. Czegos takiego nie grali.
Prog jest jednak wysoki, potrzebna jest deseczka.
Majkel idzie po deseczke.
Z jedna deseczka jest dalej za wysoko, potrzebna jest druga deseczka.
Drugiej deseczki Majkelowi nie udaje sie znalezc i chyba ten fakt wraca mu chwilowo czynnosc mozgu.
-Kurde. Nie zmiesci sie.
-Nie chcesz miec motoru w kuchni? Pytam z niedowierzaniem.
Ladnieby wygladal zamiast stolu. Moznaby na nim sciereczke powiesic..
-Kurde, nie zmiesci sie.
-Majkel, znajdz mi deseczke, to Ci wjade.
-Nie, sorry, chyba go nie kupie. Przeciez sie nie zmiesci.
-Majkel, prosze Cie. Odpuszczasz taki zajebisty motor tylko dlatego, ze Ci sie nie miesci w korytarzu?
-No odpuszczam. Przykro mi.
Nie wiem czy bardziej bylem tym wszystkim wkurwiony czy rozbawiony w koncu.
W kazdym razie ramka wokol ogloszenia sie zwrocila z nawiazka.
*-yamaha dragstar 650 z oberznietymi rurami i innymi chromowanymi gadzetami
**- branza homoseksualna.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
1 comment:
transakcja w DECHE
Post a Comment